Tytuł: Światło którego nie widać
Autor: Anthony Doerr
Stron: 640
Narracja: trzecioosobowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca
Cześć,
oto recenzja, która była zapowiedziana jakiś czas temu. Światło którego nie widać już na pierwszy rzut oka zaciekawia swoją oprawą, moim zdaniem okładka tej książki jest bardzo ładna. Po przeczytaniu opisu, a potem zaczęciu książki byłam bardzo zdezorientowana, opis mnie trochę pogubił. Nie ukrywam, że ta książka stała na mojej półce jakiś czas. Kiedy znowu po nią sięgnęłam zakochałam się w niej i tak oto powstaje moja recenzja.
Światło którego nie widać to lektura nie banalna, naprawdę trzeba się na niej skupić, aby nie przegapić jakiegoś ważnego momentu (przynajmniej jak dla mnie).
Styl autora jest magiczny, pan Doerr potrafi przedstawić zwykłe życie w tak niesamowity sposób, że nie można się od tego oderwać.
W brew pozorom główni bohaterowie są zwykłymi ludźmi, którzy pochodzą z dwóch politycznie odmiennych krajów i zmagają się z innymi problemami. Przez większość czasu zastanawiamy się czemu to oni są (można pomyśleć) wybranymi spośród tłumu, lecz w pewnym momencie ich losy splatają się i tak powstaje magia tego opowiadania.
Książka uświadamia nam wiele rzeczy dotyczących II Wojny Światowej okrutności Niemców i odczucia mieszkańców w krajach zagarniętych przez Rzeszę.
Ta książka w żądnym stopniu nie jest owiana nudą, która odczuwalna jest dla mnie w zwykłych książkach historycznych, lecz trzeba uwagi i refleksji, aby odpowiednio się ją przyswoić.
Dla mnie ta książka jest niesamowitym dziełem literackim, które zasłużyło w 100 procentach na nagrodę Pulitzera.
Ocena:
★★★★★★★★★★

